niedziela, 22 marca 2015

Rozdział 1


   Po długim i wyczerpującym spacerze, w końcu wróciłam do dużego, bogatego hotelu, w którym obecnie mieszkałam wraz z moim narzeczonym Sean’em.  Pewnie weszłam do środka budynku i skierowałam się do recepcji.
- Poproszę lunch do pokoju tysiąc dwudziestego pierwszego  - rozkazałam chłopakowi, który stał za ladą. 
   Był dosyć wysoki i umięśniony. Na jego bladej twarzy, którą okalały ciemne włosy, widniał szeroki uśmiech. Miałam wrażenie, że widzę go tutaj pierwszy raz.
- Najpierw poproszę kartę identyfikującą, kochanie – odpowiedział pouczająco. – Tak nakazują przepisy – dodał szybko, widząc moją zdziwioną minę.
- Wiem, co mówią przepisy – wywróciłam na niego oczami, po czym wyciągnęłam z portfela potrzebny dokument.
- Hm, Olivia Runney… O Boże – na widok mojego imienia i nazwiska, jego twarz wykrzywiła się w szoku i stała się lekko czerwona. – Tak bardzo przepraszam! Jestem tu nowy i… - jąkał się.
   Zachichotałam i podniosłam w górę dłoń, aby powstrzymać go przed dalszymi tłumaczeniami.
- Spokojnie – powiedziałam, starając się zapanować nad uśmieszkiem, wędrującym po mojej twarzy. – Po prostu postaraj się zapamiętać, żeby nie mówić do swojej szefowej „kochanie” – mrugnęłam do niego.
   Pomimo mojego rozbawienia, było mi go trochę żal. Na pewno się bał, że zostanie zwolniony lub ukarany. Cóż, gdyby Sean był przy mnie, to jestem pewna, że nie uszłoby mu to płazem. Hotel należał do niego i mógł robić tu absolutnie co tylko chciał. Jeżeli mu coś nie pasowało, to pozbywał się niedogodności.
- Więc jak z tym lunchem? Mogę go dostać? – zapytałam poważnie.
- Oczywiście  - przytaknął. – Za chwilę go pani osobiście przywiozę.
   Podziękowałam mu i udałam się do windy. Wcisnęłam odpowiednie guziki i chwilę później znalazłam się w moim apartamencie. Nie było w nim nikogo, czyli tak jak zwykle. Mój narzeczony był zbyt zajęty pracą, aby w nim przebywać. Przychodził tu praktycznie tylko na noc.
   Ściągnęłam szpilki i opadłam na dużą, białą sofę w salonie, która była położona dokładnie naprzeciwko ogromnego telewizora, który zajmował całą ścianę. Włączyłam go i po przejrzeniu kilku kanałów, zostawiłam w końcu na mtv, ponieważ leciała akurat moja ulubiona piosenka Taylor Swift.
   Myślami powróciłam do spotkania w recepcji. Ten chłopak wydawał się być naprawdę miły. Sposób, w jaki się zawstydził był uroczy. Nigdy nie widziałam, żeby Sean się zaczerwienił. On zawsze był opanowany i nic nie wprawiało go w zakłopotanie. Właściwie to w ogóle nie zachowywał się jak typowy dwudziestotrzylatek. Był zbyt poważny, ale czasami potrafiłam   wydobyć w nim młodzieńcze zachowania.
   Z zamyślenia wyrywało mnie pukanie do drzwi. Wsunęłam ciepłe, różowe pantofle i je otworzyłam.
- Dzień dobry – przywitał się uroczy chłopak z recepcji, a następnie wjechał wózkiem z jedzeniem do pokoju.
- Dziękuje za fatygę – uśmiechnęłam się do niego, aby dodać mu trochę otuchy, ponieważ zauważyłam, że był nieco onieśmielony.
- To mój obowiązek, pani Runney – odpowiedział, nerwowo żując swoją wargę.
- Mów mi Liv – poinformowałam i podałam mu rękę, na znak równości. – Jak się nazywasz?
- Kai Collins – przedstawił się  i potrząsnął moją dłonią.
- Więc, skoro już powitanie mamy za sobą, może chcesz sobie zrobić krótką przerwę w pracy i zjeść ze mną? – powiedziałam to całkowicie spontanicznie, ale nie żałuję, ponieważ lepsze było to, niż siedzenie samotnie w tym ogromnym apartamencie.
- Skoro tego chcesz – wzruszył ramionami, a na jego twarzy pojawił się figlarny uśmiech.
  Zaprowadziłam go do jadalni, gdzie mogliśmy na spokojnie zjeść lunch. Na talerzach było dużo, rozmaitych dań, ale ja zdecydowałam się na sałatkę z kurczakiem i świeże bułeczki.
- Od kiedy tu pracujesz? Nie widziałam cię tu wcześniej – zapytałam, próbując przerwać ciszę, która między nami zapanowała.
- Od zeszłego tygodnia. Pracuję jako kelner i recepcjonista, na zmianę – poinformował  mnie, biorąc gryza przypieczonej bułki.
- Jesteś z Nowego Jorku?
- Nie, przeprowadziłem się tutaj, gdy skończyłem szkołę, żeby zacząć nowe życie, poznać nowych ludzi - zarumienił się, zdajając sobie sprawę, że to co powiedział było dosyć oklepane, ale mimo tego, zachęciłam go by kontynuował.
   Dowiedziałam się, że miał dwie siostry bliźniaczki i jednego starszego brata, który był zwodowanym piłkarzem. Jego rodzice byli dla niego przykładem idealnej miłości. Tak jak ja, uwielbiał Igrzyska Śmierci, a jego ulubioną aktorką była Jenifer Lawrence. Miał okazję poznać ją osobiście, podczas pobytu w Londynie. Potrafił grać na gitarze i kiedyś był w zespole, który był całkiem dobrze znany w jego rodzinnym mieście. Pokazał mi ich kilka filmików na youtube i myślę, że grali całkiem nieźle.
- Mam słabość do chłopaków z gitarą – wyznałam po chwili. – Kiedyś miałam chłopaka Gus’a, który był gitarzystą. Zerwaliśmy bo mnie zdradził.
- Cóż, był idiotą. Nie wiem, jak można zdradzić taką niesamowitą dziewczynę! – wyrzucił ręce w powietrze, a ja nie mogłam nic poradzić na to, że się zarumieniłam.
   Nie mogłam uwierzyć, że tak szybko udało mu się rozluźnić. Byłam z tego powodu bardzo zadowolona, ponieważ naprawdę dobrze mi się z nim rozmawiało. Wydawało się, że mamy podobne zainteresowania oraz gust co do filmów, książek i aktorów.
- Możesz dać mi swój numer? – zapytałam nagle. Nie chciałam stracić z nim kontaktu.
- Tak, jasne – odpowiedział, więc podałam mu mój telefon, aby mógł się wpisać. Potem on dał mi swój, dzięki czemu mogliśmy z łatwością sie ze sobą porozumiewać.
- Myślę, że powinienem już iść.. – wstał od stołu, po czym poukładał puste naczynia na wózku.
- Gdybyś miał jakieś problemu z powodu braku obecności, możesz całą winę zwalić na mnie - mrugnęłam do niego, na co on promiennie sie uśmiechnął.
- Do zobaczenia  - pożegnał się  i przytulił mnie. To niesamowite, jak szybko go polubiłam.
   Odprowadziłam go do drzwi, a następnie odblokowałam mój telefon, aby sprawdzić, która była godzina. 16:36.  Nawet nie zdałam sobie sprawy, jak dużo czasu upłynęło, odkąd weszłam do apartamentu. Miałam zamiar odłożyć już urządzenie, gdy nagle zaczęło ono wibrować w mojej dłoni.
Od Sean: Kochanie, będę za 30 minut w domu! Wyjdziemy dzisiaj gdzieś?
Do Sean: Jeśli pisząc „gdzieś” masz na myśli jakąś sztywną restaurację, to nie.
Od Sean: Nie bądź taka! Dawno nie byliśmy na kolacji.
Do Sean: Źle się czuję, chce zostać w domu.
   Nie odpisywał mi przez dłuższą chwilę, więc zablokowałam telefon i odłożyłam go na nocny stolik. Nie miałam ochoty tłuc się po zapchanych, wyrafinowanych restauracjach. Gdybyśmy mogli wyjść na kręgle lub coś w tym stylu, to na pewno bym nie odmówiła, ale cóż…
   Ściągnęłam z siebie obcisłą sukienkę oraz rajstopy i wcisnęłam się w czarne legginsy i sweterek. Na zewnątrz zrobiło się chłodno i zapowiadało się na to, iż będzie padać śnieg, więc z góry założyłam, że dzisiaj już nigdzie nie wyjdę. Zakopałam się pod kocem w łóżku i sięgnęłam na półkę, aby wziąć książkę, którą ostatnio zaczęłam czytać.
  Po przebrnięciu przez kilka stron, udało mi się wychwycić dźwięk otwieranych  drzwi. Minęło parę minut, zanim w wejściu do sypialni stanął Sean. Miał na sobie granatowy garnitur, czarny krawat i białą koszulę. Jego włosy były w atrakcyjnym nieładzie. Wyglądał niesamowicie.
  Podszedł do łóżka i pocałował mnie w czoło. Uśmiechnęłam się do niego i poklepałam miejsce obok siebie. Pośpiesznie ściągnął  oficjalny strój i założył na siebie szare dresy oraz kremową koszulkę.
- Jak ci minął dzień? –  zagaiłam, podczas gdy on przyciągnął mnie do siebie, abyśmy mogli się przytulać.
- Pracowicie – mruknął w moje włosy. – A tobie?
- Spałam do południa, potem wyszłam na spacer i spędziłam resztę dnia z moim nowym przyjacielem Kai’em – opowiedziałam zwięźle.
- Kai’em? Znam go? – zmarszczył brwi, co oznaczało tylko jedno: zrobił się zły i zazdrosny.
- Cóż, tak. To nowy pracownik hotelu – oświadczyłam i cierpliwie czekałam na jakąkolwiek reakcję z jego strony.
- Nie powinnaś zadawać się z naszymi pracownikami – skarcił mnie, na co tylko głęboko odetchnęłam, ponieważ nie miałam ochoty na kłótnię.
- Jutro idę do pracy tylko na chwilę rano, więc całe popołudnie mamy dla siebie – oznajmił wesoło.
- Chodźmy na basen, a potem do kina! – powiedziałam podekscytowana. Dawno nie spędzaliśmy razem czasu, więc naprawdę nie mogłam się doczekać.
- Cokolwiek zechcesz, kochanie  - uśmiechnął się, obnażając swoje piękne, idealnie białe zęby.
  Nie mogłam się powstrzymać i dałam mu całusa w usta, na co on odwzajemnił mój gest. Leżeliśmy i rozmawiamy jeszcze dosyć długo, aż w reszcie zorientowaliśmy się, że była już dwudziesta czwarta, a Sean musiał być na 7 rano w biurze.
  Po kąpieli, położyliśmy się do spania. Mój narzeczony już ewidentnie usnął, ale ja niestety nie mogłam, ponieważ moje myśli ciągle zaprzątał chłopak z recepcji. Nie mogłam przestać przywoływać miłych wspomnień, podczas gdy jego piękne, brązowe oczy były wpatrzone w moje, kiedy opowiadał mi historię o tym, jak podekscytowany był, gdy udało mu się spotkać swoją ulubioną aktorkę. Myślenie o nim sprawiało, że na mojej twarzy od razu pojawiał się uśmiech, a najgorsze było to, że nie mogłam nad tym zapanować. 

_________________________________________________________________________________
Witam! :) 
Nazywam się Paulina i właśnie przedstawiałam wam 1 rozdział mojego nowego opowiadania :) Mam nadzieje, że wam się spodoba i będziecie tu często zaglądać. 
Zapraszam do obejrzenia zwiastuna: LINK


2 komentarze:

  1. Ogólnie to bardzo mi się podoba, zwłaszcza Sean. Masz bardzo ładny nagłówek, ale litery są tak małe, że po przeczytaniu połowy chciałam iść do okulisty. Mam nadzieję, że to zmienisz, bo treść jak dla mnie jest intrygująca. Nie wyłapałam żadnych błędów, oby tak dalej!
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie ---> http://marzentysiace.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam do nowej ocenialni http://obiektywnym-okiem.blogspot.com/
    + śliczny nagłówek! Akurat lubię tą aktorkę ^^

    OdpowiedzUsuń